W powszechnej wyobraźni archeologia kojarzy się z monumentalnymi
świątyniami, bronią, biżuterią albo z inskrypcjami, które da się przeczytać i
przetłumaczyć. Tymczasem równie fascynująca bywa historia, która nie jest
zapisana w kamieniu, tylko w czymś znacznie bardziej kruchym i codziennym:
w naczyniu, które ktoś trzymał w dłoniach, napełniał, odkładał na półkę, a
potem wyrzucił, zostawił w grobie lub porzucił w pośpiechu. Właśnie takie
przedmioty, niepozorne i pozbawione splendoru, potrafią mówić o dawnych
cywilizacjach szczególnie dużo, bo dotyczą tego, co ludzie jedli, jak
przechowywali zapasy, jak świętowali i w co wierzyli.
Gdy pojawia się temat miodu, w opowieściach archeologicznych często wraca
anegdota o naczyniach z grobów, w których po tysiącach lat miały zachować się
słodkie resztki. Działa to na wyobraźnię, bo miód jest symbolem trwałości, a
zarazem luksusu. Jednak najciekawsze wcale nie jest pytanie, czy ktoś mógłby
spróbować miodu sprzed trzech tysięcy lat. Najciekawsze jest to, jak nauka
rozpoznaje ślady produktów pszczelich, nawet wtedy, gdy nie ma już żadnej
widocznej warstwy, żadnych kryształków i żadnego zapachu. Współczesny
archeolog coraz częściej nie jest wyłącznie badaczem formy i stylu ceramiki, ale
współpracuje z chemikami, biologami i specjalistami od analiz laboratoryjnych.
Dzięki temu naczynie przestaje być tylko zabytkiem do opisania i
skatalogowania. Staje się dowodem w śledztwie o dawnej gospodarce,
technologii, handlu i religii.
Miód oraz wosk pszczeli są substancjami, które w sprzyjających warunkach
potrafią pozostawić trwałe ślady. To paradoks historii: to, co było najbardziej
codzienne, bywa najlepiej zakonserwowane w mikroskopijnych porach
ceramiki. Naczynie, które kiedyś stało przy palenisku albo w magazynie, przez
setki lat leżało w ziemi, nasiąkało wodą, wysychało, było poddawane wpływom
środowiska, a mimo to wewnątrz jego struktury mogą pozostać molekularne
podpisy dawnych treści. Archeologia miodu jest więc opowieścią o tym, jak z
mikrośladów zbudować obraz makroświata: codzienności, rytuałów, przepisów,
szlaków wymiany i społecznych hierarchii.
Jak naukowcy widzą miód w starych naczyniach
Żeby zrozumieć, jak w ogóle możliwe jest wykrywanie miodu w naczyniach
sprzed setek czy tysięcy lat, trzeba najpierw spojrzeć na ceramikę nie jak na
gładką powierzchnię, tylko jak na materiał porowaty. Większość naczyń
glinianych, zwłaszcza dawnych, ma strukturę z mikroskopijnymi porami i
szczelinami. Kiedy w takim naczyniu przechowuje się tłuszcze, woski albo inne
substancje organiczne, część składników wnika w głąb ścianki. Z czasem
zawartość naczynia znika, naczynie może zostać umyte, ponownie użyte, nawet
spalone, ale w porach pozostaje cienki film związków, których nie da się usunąć
zwykłym czyszczeniem.
W przypadku miodu sytuacja jest złożona, bo miód sam w sobie jest przede
wszystkim mieszaniną cukrów i wody. Cukry nie są tak trwałe jak lipidy,
dlatego po tysiącach lat rzadko zachowują się w formie, którą łatwo wykryć w
materiale archeologicznym. Kluczem do identyfikacji bywa więc nie tyle sam
miód rozumiany jako słodka masa, ile towarzyszące mu związki, a także
produkty pszczele używane razem z miodem. W praktyce najpewniejszym
tropem jest wosk pszczeli, bo należy do substancji lipidowych i ma
charakterystyczny zestaw markerów chemicznych. Jeżeli w naczyniu
przechowywano miód w plastrach, miód z woskiem, jeżeli wosk służył do
uszczelniania, impregnacji albo jako surowiec, pozostawia po sobie skład, który
da się rozpoznać w analizie.
Współczesna archeochemia korzysta z metod pozwalających rozdzielać i
identyfikować związki organiczne. Jedną z podstawowych jest chromatografia
gazowa sprzężona ze spektrometrią mas, czyli GC-MS. W uproszczeniu można
powiedzieć, że to narzędzie, które rozdziela mieszaninę na pojedyncze składniki
i mierzy ich masę oraz charakterystyczne wzory fragmentacji. Dzięki temu
badacz widzi nie tylko, że w próbce są lipidy, ale jakie konkretnie: czy
przypominają tłuszcze zwierzęce, oleje roślinne, żywice, smoły, czy właśnie
woski.
Procedura zaczyna się od pobrania próbki z naczynia. Często nie jest to
widoczny osad, bo naczynie może wyglądać na czyste. Próbkę pobiera się ze
ścianki, zwykle z wnętrza, gdzie kontakt z zawartością był największy. Materiał
rozdrabnia się, a następnie przeprowadza ekstrakcję rozpuszczalnikami, które
wyciągają związki organiczne. Potem ekstrakt jest przygotowywany do analizy,
czasem poddawany derywatyzacji, czyli przekształceniu związków w takie
formy, które lepiej przechodzą przez aparat chromatograficzny. Dopiero wtedy
próbka trafia do GC-MS, a wynik przyjmuje postać wykresów i zestawień, które
trzeba zinterpretować.
Wosk pszczeli ma charakterystyczną sygnaturę. Składa się między innymi z
estrów, kwasów tłuszczowych o długich łańcuchach, alkoholi i węglowodorów.
W analizach często zwraca się uwagę na specyficzne proporcje i zakresy
długości łańcuchów, które różnią wosk od innych wosków roślinnych czy
tłuszczów. To dlatego wykrycie markerów wosku w naczyniu może być
traktowane jako silna przesłanka kontaktu z produktami pszczelimi. Jeśli
dodatkowo kontekst archeologiczny pasuje, na przykład naczynie pochodzi z
grobu, świątyni, magazynu albo osady znanej z rozwiniętej gospodarki,
interpretacja zyskuje na wiarygodności.
Nie mniej ważna jest ostrożność. To, że w naczyniu wykryto lipidy, nie oznacza
automatycznie miodu. Archeochemia działa jak dochodzenie: dowód chemiczny
trzeba zestawić z innymi danymi. Jak wygląda naczynie, do czego mogło służyć,
jakie są ślady użytkowania, w jakim miejscu je znaleziono, z jakiej epoki
pochodzi, czy w pobliżu są ślady przetwórstwa, palenisk, magazynów. Dopiero
całość daje opowieść. A ta opowieść może dotyczyć nie tylko jedzenia, ale
również technologii: wosk był w przeszłości materiałem niezwykle
wszechstronnym, używanym do uszczelniania naczyń, do tworzenia powłok, do
odlewnictwa, do oświetlenia i do rytuałów.
Egipt i świat śródziemnomorski: miód w grobowcach i domach
Jeśli istnieje miejsce, w którym miód brzmi jak naturalny bohater
archeologicznej opowieści, to jest nim Egipt. W kulturze nad Nilem miód miał
rangę wyjątkową: był słodzikiem, składnikiem leczniczym, darem ofiarnym i
produktem, który dało się przechowywać. Ale Egipt jest ważny także z innego
powodu: sprzyjający klimat oraz zwyczaje pogrzebowe sprawiły, że materia
organiczna w grobach często zachowuje się lepiej niż gdzie indziej. To właśnie
tam archeolodzy natrafiają na naczynia, których zawartość, choć zmieniona
przez czas, nadal daje się rozpoznać.
W egipskich kontekstach miód i wosk pojawiają się zarówno w sferze domowej,
jak i sakralnej. W domach miód mógł być przechowywany w naczyniach
magazynowych, wykorzystywany do słodzenia potraw, do przygotowywania
mieszanek leczniczych, a także do konserwowania. W świątyniach i grobowcach
pełnił rolę ofiary, elementu rytuału, substancji symbolicznej. Naczynia z
pozostałościami produktów pszczelich znalezione w grobowcach sugerują, że
miód był traktowany jako zapas na życie po śmierci lub jako dar dla bóstw i
zmarłych.
Archeochemia dodaje do tego wymiar praktyczny. W wielu przypadkach nie
chodzi o spektakularne bryły miodu, tylko o to, że w porach ceramiki wykrywa
się markery wosku albo mieszaniny lipidów, które pasują do produktów
pszczelich. To przesuwa akcent z sensacyjnego znaleziska na codzienną,
systemową obecność miodu w gospodarce. Skoro w wielu naczyniach pojawiają
się ślady wosku, oznacza to, że produkty pszczele były w obiegu na tyle
powszechnym, by pozostawić rozproszony, ale czytelny ślad w materiale
archeologicznym.
Śródziemnomorski świat grecki i rzymski rozwija tę opowieść w inną stronę. W
regionie, gdzie intensywnie uprawiano oliwki i winorośl, miód wciąż był ważny,
ale jego rola musiała współgrać z innymi produktami. W kuchni miód był
używany jako słodzik i składnik sosów, marynat, wypieków. W praktykach
leczniczych pojawiał się w recepturach na maści, napary i mieszanki. W
rytuałach pełnił funkcję ofiary, elementu libacji lub symbolu obfitości.
W kontekście naczyń archeologicznych w basenie Morza Śródziemnego
szczególnie interesujące są trzy typy zastosowań. Pierwszy to przechowywanie i
transport. Naczynia magazynowe, amfory i pojemniki mogły przewozić
produkty pszczele w ramach handlu regionalnego. Drugi to użycie wosku jako
technologii. Wosk pszczeli mógł służyć do uszczelniania naczyń, zabezpieczania
wnętrza przed nasiąkaniem, a także do przechowywania innych produktów.
Trzeci to sfera obrzędowa: naczynia rytualne, lampki, pojemniki ofiarne, gdzie
wosk i miód miały znaczenie symboliczne, związane ze światłem,
oczyszczeniem i darem dla bóstw.
Warto też pamiętać, że miód w świecie śródziemnomorskim był związany z ideą
fermentacji i napojów. Choć wino było dominującym trunkiem, napoje na bazie
miodu, mieszanki miodu z winem lub wodą, a także słodzone warianty napojów
stanowiły część kultury stołu. Jeśli w naczyniach wykrywa się ślady produktów
pszczelich, może to oznaczać nie tylko przechowywanie czystego miodu, ale
również przechowywanie mieszanek, syropów, napojów lub składników do
dalszej obróbki.
To, co archeologia potrafi wydobyć z naczyń, jest więc wielowarstwowe.
Naczynie w grobie mówi o ideach i wierzeniach, naczynie w domu mówi o
kuchni i zdrowiu, naczynie w magazynie mówi o logistyce i ekonomii. A ten
sam marker wosku, wykryty w laboratorium, może prowadzić do różnych
interpretacji w zależności od kontekstu. Właśnie dlatego archeologia miodu jest
tak ciekawa: łączy twarde dane chemiczne z miękką, ale dobrze ugruntowaną
interpretacją kulturową.
Europa północna i środkowa: ślady miodów pitnych i bartnictwa
Jeśli Egipt kojarzy się z miodem jako darem grobowym i składnikiem luksusu,
to Europa północna i środkowa często wprowadza do historii miodu temat
wspólnoty, uczty i fermentacji. W tych regionach przez długie stulecia miód był
jednym z kluczowych źródeł słodyczy, a jednocześnie surowcem do produkcji
napojów fermentowanych, w tym miodów pitnych. Dodatkowo w wielu
obszarach rozwijało się bartnictwo, czyli pozyskiwanie miodu od dzikich
pszczół lub półdzikie formy gospodarki pszczelarskiej związane z lasami.
W kontekście archeologicznym ślady miodu w Europie północnej i środkowej
często wiążą się nie tyle z przechowywaniem czystego produktu, ile z
naczyniami używanymi do przygotowywania i przechowywania napojów.
Fermentacja pozostawia charakterystyczne osady organiczne, a naczynia, w
których trzymano napoje, mogą zachować w porach ślady różnych składników.
Jeżeli w analizie pojawiają się markery wosku, a kontekst sugeruje kulturę
ucztowania lub produkcję napojów, można stawiać hipotezę o miodach pitnych
albo o napojach mieszanych, w których miód był składnikiem.
Kultura picia jest niezwykle ważnym elementem życia społecznego. W wielu
społecznościach dawnej Europy uczta była momentem budowania relacji,
potwierdzania statusu, zawierania sojuszy. Napoje fermentowane miały
znaczenie nie tylko odżywcze, ale i symboliczne. Miód pitny w takim
kontekście był czymś więcej niż alkoholem. Był zapisem dostępności surowca,
umiejętności technologicznych i sieci wymiany. Żeby przygotować dobry napój
miodowy, trzeba było mieć dostęp do miodu w odpowiedniej ilości, trzeba było
umieć kontrolować fermentację, mieć naczynia, które się do tego nadają, oraz
warunki przechowywania.
Naczynia z osadami po napojach mówią o technologii. Innego typu pojemniki
wybiera się do krótkiego przechowywania, innego do długiego dojrzewania,
innego do serwowania. Analiza form naczyń, ich pojemności, śladów
użytkowania, a także lokalizacji znalezisk pomaga wnioskować o skali
produkcji. Czy była to produkcja domowa, niewielka i rozproszona, czy raczej
działanie zorganizowane, związane z elitami lub miejscami o szczególnym
statusie.
Bartnictwo i pszczelarstwo w Europie północnej i środkowej mają jeszcze jeden
wymiar: są silnie związane z krajobrazem i gospodarką leśną. Jeśli w danym
regionie znajdujemy powtarzalne ślady produktów pszczelich w naczyniach,
możemy wnioskować, że dostęp do miodu i wosku był stabilny. To z kolei
sugeruje istnienie praktyk, które zapewniały ciągłość pozyskania: ochronę
miejsc gniazdowania, wiedzę o sezonowości, umiejętność przechowywania i
przetwarzania. Nawet jeśli nie znajdujemy bezpośrednich narzędzi
pszczelarskich, chemiczne ślady w naczyniach mogą pełnić rolę pośredniego
dowodu.
Wosk pszczeli w Europie odgrywał też ogromną rolę poza kuchnią. Używano go
jako materiału technicznego, do uszczelniania, do impregnacji, do wyrobu
świec. Szczególnie świece są ważnym tropem dla późniejszych epok, ale nawet
wcześniej wosk mógł być używany w praktykach rytualnych związanych ze
światłem, ochroną i symboliką. Gdy w naczyniu wykrywa się ślady wosku,
może to oznaczać, że naczynie służyło do topienia wosku, do przechowywania
go w formie półpłynnej lub do przygotowania mieszanek.
Archeologia Europy północnej i środkowej często wydobywa z ziemi naczynia,
które na pierwszy rzut oka niczym się nie wyróżniają. A jednak, gdy podda się je
analizie, okazuje się, że w mikroskopijnej skali zapisane są tam ślady życia:
tego, co pito podczas uczt, co przechowywano na zimę, co było towarem
cennym i poszukiwanym. Miód w takim ujęciu staje się wskaźnikiem nie tylko
smaku, ale i struktury społecznej. Jeśli miód był dostępny szerzej, miód pitny
mógł być elementem codzienności. Jeśli był ograniczony, stawał się napojem
prestiżowym, powiązanym z elitami i wyjątkowymi okazjami.
Naczynia po miodzie jako świadectwo ekonomii i religii
Naczynie jest jak dokument gospodarczy, tylko zapisany nie atramentem, lecz
resztkami substancji organicznych. Kiedy archeolog i chemik potrafią rozpoznać
ślady miodu lub wosku, pojawia się pytanie: co to mówi o ekonomii?
Odpowiedź zaczyna się od skali. Jeżeli ślady produktów pszczelich pojawiają
się sporadycznie, mogą wskazywać na okazjonalne użycie: rzadki surowiec,
przysmak, element obrzędu. Jeżeli są częstsze, mogą sugerować stabilną
produkcję i dystrybucję.
Skala produkcji wiąże się z organizacją pracy. Pszczelarstwo wymaga wiedzy i
czasu. Nawet w formach bardziej pierwotnych, związanych z bartnictwem,
potrzebne są praktyki ochrony i pozysku, umiejętność obchodzenia się z
pszczołami, a także sposoby przechowywania. Jeżeli w danym regionie
naczynia wykazują ślady wosku, a dodatkowo istnieją dowody na użycie wosku
w innych rzemiosłach, można wnioskować o specjalizacji. Produkty pszczele
mogły być towarem, który wchodził w system wymiany: za miód i wosk można
było zdobywać inne dobra.
Handel jest kolejną warstwą. Miód, ze względu na swoją trwałość i wartość,
dobrze nadaje się do transportu. Jeśli naczynia transportowe lub magazynowe
zawierają ślady produktów pszczelich, może to wskazywać na przewóz na
większe odległości. W świecie śródziemnomorskim mogło to łączyć się z siecią
portów i rynków. W Europie północnej i środkowej mogło oznaczać lokalną
wymianę między społecznościami, a później również system danin i opłat.
Wosk jest tu szczególnie ważny, bo jest surowcem technicznym. Tam, gdzie
rozwijały się rzemiosła wymagające wosku, jego obecność mogła być
niezbędna. Wosk był potrzebny do uszczelnień, do tworzenia powłok, do
produkcji świec. W wielu społecznościach światło miało wymiar praktyczny, ale
i symboliczny. Światło w obrzędach, w świątyniach, w grobach, w miejscach
kultu, łączyło się z ideą obecności sacrum. Jeśli w naczyniach rytualnych
wykrywa się markery wosku, można rozważać użycie świec, lamp lub innych
form ofiar światła. Jeśli w naczyniach ofiarnych wykrywa się ślady miodu,
może to wskazywać na ideę daru słodkiego, czystego, wartościowego.
Religia i rytuał są w archeologii szczególnie trudne do uchwycenia, bo
wymagają interpretacji symboli. Jednak produkty pszczele mają w wielu
kulturach silne konotacje. Miód jest kojarzony z obfitością, dobrobytem,
ochroną, a także z przemianą, bo pszczoła przetwarza nektar w coś nowego.
Wosk wiąże się z trwałością, formą i światłem. Jeśli naczynia z grobów
zawierają ślady produktów pszczelich, można interpretować je jako element
wyposażenia na drogę pośmiertną, dar dla zmarłego lub bóstwa, albo jako
składnik rytuału przejścia.
Ekonomia i religia nie są tu rozdzielne. W wielu dawnych społeczeństwach to,
co cenne ekonomicznie, bywało zarazem cenne symbolicznie. Miód, jako
produkt wymagający pracy i wiedzy, mógł być luksusem. Luksus często trafiał
do sfery sacrum, bo ofiara miała być wartościowa. Dlatego naczynia po miodzie,
zwłaszcza w kontekstach elitarnych, mówią o społecznym znaczeniu produktów
pszczelich. To nie jest tylko historia smaku. To historia władzy, hierarchii i
wspólnoty.
Granice i pułapki interpretacji
Im bardziej precyzyjne są narzędzia laboratoryjne, tym większa pokusa, by
widzieć w wynikach jednoznaczne odpowiedzi. A jednak archeologia uczy
pokory. W przypadku produktów pszczelich pułapki interpretacji są szczególnie
liczne, bo miód i wosk mogą pojawiać się w różnych rolach, a część markerów
chemicznych może mieć podobieństwa do innych substancji.
Pierwszy problem to degradacja. Związki organiczne w ziemi zmieniają się pod
wpływem czasu, wilgoci, temperatury i mikroorganizmów. To oznacza, że
sygnatura chemiczna może być niepełna, zniekształcona lub zmieszana z innymi
zanieczyszczeniami. Naczynie mogło być używane wielokrotnie do różnych
rzeczy, a ślady mogą się nakładać. Jeśli ktoś najpierw przechowywał w nim
miód z woskiem, potem tłuszcz zwierzęcy, a następnie napój fermentowany, w
porach ceramiki powstanie złożona mieszanina. Wynik GC-MS pokaże wiele
składników, a zadaniem badacza jest rozplątanie tej historii.
Drugi problem to zanieczyszczenia współczesne. Naczynia archeologiczne są
wydobywane, przenoszone, myte, konserwowane. W procesie badań mogą mieć
kontakt z substancjami, które wnoszą własne lipidy. Dlatego tak ważne są
procedury kontrolne: pobieranie próbek z różnych miejsc naczynia,
porównywanie z próbkami z gleby, stosowanie analiz blankowych. Bez tego
łatwo o fałszywą interpretację.
Trzeci problem to wieloznaczność lipidów. Nie każde wykrycie lipidów oznacza
miód, a nawet nie każde wykrycie markerów woskowych musi oznaczać
przechowywanie produktów pszczelich jako żywności. Wosk mógł być używany
technicznie, na przykład do uszczelniania wnętrza naczynia. Jeśli naczynie było
powleczone woskiem, by stało się bardziej szczelne, to markery wosku będą
obecne niezależnie od tego, co później przechowywano w środku. W takiej
sytuacji nie można automatycznie wnioskować o miodzie jako zawartości.
Trzeba szukać dodatkowych przesłanek: czy są ślady innych składników, czy
naczynie ma cechy magazynowe, czy znaleziono je w kontekście
żywnościowym, czy rytualnym.
Czwarty problem to nadinterpretacja kontekstu. Naczynie w grobie nie zawsze
musi być rytualne, może być po prostu elementem wyposażenia, które miało
zapewnić zmarłemu komfort. Naczynie w domu nie musi być kuchenne, może
służyć do rzemiosła. Archeologia jest sztuką łączenia faktów, ale wymaga
dyscypliny: hipotezy muszą być proporcjonalne do danych. Chemia daje mocny
trop, jednak trop to jeszcze nie wyrok.
Wreszcie jest kwestia definicji. Gdy mówimy o miodzie w archeologii, często w
praktyce mówimy o produktach pszczelich jako grupie. Miód, wosk, a także
inne substancje związane z pszczołami mogły występować razem lub osobno.
Naczynia mogły zawierać miód z woskiem, miód przetworzony, mieszaniny
miodu z ziołami, napoje fermentowane, a nawet produkty, w których miód był
tylko składnikiem. Archeologia nie zawsze pozwoli odpowiedzieć na pytanie o
dokładny przepis. Częściej pozwala odpowiedzieć na pytanie o praktykę: czy
produkty pszczele były obecne, jaką miały rangę, w jakich sytuacjach ich
używano.
Zakończenie: jak naczynia po miodzie ożywiają dawne światy
W archeologii bywa tak, że największe odkrycia nie są wcale najbardziej
spektakularne wizualnie. Naczynie po miodzie nie musi mieć złotych zdobień
ani królewskiego rodowodu. Może być zwykłym pojemnikiem, którego wartość
ujawnia się dopiero w laboratorium. A jednak, kiedy naukowcy potrafią
odczytać z jego porów ślady produktów pszczelich, zaczyna się opowieść o
dawnych cywilizacjach w bardzo ludzkim wymiarze.
Ta opowieść łączy Egipt, gdzie miód mógł towarzyszyć zmarłym i bóstwom, ze
światem śródziemnomorskim, gdzie splatał się z kuchnią, medycyną i handlem,
oraz z Europą północną i środkową, gdzie miód był surowcem do fermentacji,
ucztowania i budowania wspólnoty. W każdym z tych miejsc miód i wosk są nie
tylko produktami, ale znakami pewnego stylu życia: sposobu organizacji pracy,
umiejętności technologicznych, relacji z przyrodą, systemów wartości.
Archeologia miodu pokazuje też, jak współczesna nauka zmienia nasze
rozumienie przeszłości. Dzięki metodom takim jak GC-MS możemy zobaczyć
to, co niewidoczne gołym okiem. Możemy uchwycić mikroślady, które po
złożeniu w całość stają się makrohistorią o jedzeniu, handlu, religii i ekonomii.
Jednocześnie ta dziedzina uczy ostrożności. Ślady chemiczne są mocne, ale
wymagają kontekstu. Interpretacja jest możliwa, ale musi być odpowiedzialna.
I może właśnie w tym tkwi największy urok naczyń po miodzie. One nie dają
jednej, prostej odpowiedzi. Zamiast tego otwierają drzwi do świata, w którym
słodycz była wartością, w którym światło z wosku mogło mieć znaczenie
duchowe, a kropla miodu mogła łączyć codzienność z rytuałem. Dzięki nim
dawne cywilizacje przestają być abstrakcyjnymi nazwami epok. Stają się
społecznościami, które jadły, leczyły, świętowały, handlowały i wierzyły, a w
tych wszystkich czynnościach miód i wosk zostawiły swój cichy, chemiczny
podpis.
Materiał dofinansowany ze środków UE w ramach Planu Strategicznego dla
Wspólnej Polityki Rolnej na lata 2023-2027
Materiał opracowany przez Stowarzyszenie Pszczelarzy Staropolskich
Instytucja Zarządzająca Planem Strategicznym dla Wspólnej Polityki Rolnej na
lata 2023-2027 – Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi