Przejdź do głównej treści
najlepszy@swietokrzyskimiod.pl
Otwórz wyszukiwarkę
Szukaj
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj
najlepszy@swietokrzyskimiod.pl

Miód w kulturze Indian Ameryki Południowej – duchowe i codzienne zastosowania

Miód w kulturze Indian Ameryki Południowej – duchowe i codzienne zastosowania


W tropikalnej Ameryce Południowej miód bywa czymś znacznie więcej niż
słodkim dodatkiem do pożywienia. W opowieściach rdzennych społeczności, w
praktykach leczniczych, w rytuałach przejścia i w codziennej ekonomii energii
zajmuje miejsce, które trudno porównać z rolą miodu w kulturach strefy
umiarkowanej. W dużej części tego regionu kluczowymi producentkami miodu
nie są pszczoły miodne znane z europejskiej tradycji pszczelarstwa, lecz
pszczoły bezżądłowe z plemienia Meliponini. Ich miód jest inny w smaku,
zapachu i konsystencji, a także w parametrach fizykochemicznych.
Współcześnie coraz częściej opisuje się go jako produkt o odmiennym profilu
biologicznym, a miejscowa tradycja od dawna przypisywała mu szczególną
skuteczność w zastosowaniach leczniczych.
Równocześnie trzeba pamiętać, że mówienie o kulturze Indian Ameryki
Południowej jako o jednolitym zjawisku jest uproszczeniem. Amazonia,
dorzecze Xingu, zachodnia Brazylia, peruwiańska selwa czy pogranicza lasów
galeriowych i sawann to przestrzenie zamieszkane przez społeczności o różnych

językach, systemach wierzeń, zasadach wymiany i relacji ze światem nie-
ludzkim. Dlatego w tym tekście miód potraktujemy jak wspólny motyw, ale

opowiemy o nim poprzez konkretne przykłady: wiedzę Enawene-Nawe z
zachodniej Brazylii, doświadczenia społeczności w Parku Tubylczym Xingu
oraz udokumentowane praktyki Ashaninka w peruwiańskiej części Amazonii.
Dzięki temu łatwiej zobaczyć, jak miód splata się z ekologią lasu, rytmem pór
roku i etyką korzystania z zasobów, a zarazem jak współczesna nauka próbuje
tłumaczyć to, co tradycja opisuje językiem mocy, skuteczności i relacji ze
światem duchowym.
Pszczoły bezżądłowe i meliponikultura - inny typ miodu, inny typ relacji
Pszczoły bezżądłowe, nazywane w wielu językach lokalnych i naukowych
meliponinami, budują gniazda w dziuplach, w ziemi, w szczelinach drzew, a
czasem w strukturach o bardzo charakterystycznej architekturze. Ich sposób
magazynowania miodu różni się od tego, co znamy z uli ramkowych. Zamiast
plastrów wypełnionych miodem często spotyka się naczynka lub komory
zbudowane z mieszaniny wosku i żywic roślinnych. W praktyce oznacza to, że
miód może przejmować aromaty i związki pochodzące z roślin, a także że

środowisko przechowywania ma inną wilgotność i inną dynamikę
mikrobiologiczną niż klasyczny miód pszczoły miodnej.
Różnice widać już na poziomie podstawowych parametrów. Miód pszczół
bezżądłowych bywa bardziej płynny, często wyraźnie kwaśniejszy i mniej lepki.
W opracowaniach chemicznych pojawiają się typowe dla niego zakresy
zawartości wody sięgające wartości wyższych niż w miodach pszczoły miodnej,
co przekłada się na inną teksturę i odczucie w ustach. Równolegle obserwuje się
zwykle niższe pH i wyższą kwasowość, co w tradycyjnych interpretacjach
często odpowiadało intuicyjnemu przekonaniu o większej sile działania na rany i
infekcje. Z perspektywy współczesnej nauki kwasowość, wysokie stężenie
cukrów oraz obecność związków fenolowych i innych składników
bioaktywnych są jednymi z mechanizmów, które mogą tłumaczyć właściwości
przeciwdrobnoustrojowe i wspomagające gojenie.
W Ameryce Południowej relacja z meliponinami ma nie tylko wymiar
pozyskiwania produktu. W wielu miejscach meliponikultura, czyli opieka nad
pszczołami bezżądłowymi, jest formą gospodarowania, która łączy wiedzę o
gatunkach, o drzewach gniazdowych, o sezonowości kwitnień i o
bezpieczeństwie zbioru. Ważnym elementem tej relacji jest również
rozpoznawanie różnic między gatunkami: jedne dają miód ceniony za smak lub
za właściwości, inne produkują go mało, a jeszcze inne bywają uznawane za
nieodpowiednie lub wręcz szkodliwe w spożyciu. To rozróżnienie pokazuje, że
wiedza tradycyjna nie jest mglistą opowieścią o miodzie jako takim, lecz
szczegółową klasyfikacją, w której produkt jest zawsze powiązany z konkretną
pszczołą, konkretnym miejscem i konkretnym sposobem pozyskania.
Równolegle w wielu częściach Amazonii pojawia się wątek pszczoły miodnej
Apis mellifera, wprowadzonej w związku z kolonizacją i późniejszymi
procesami gospodarki rolnej. Dla jednych społeczności stała się ona źródłem
miodu na sprzedaż, dla innych pozostaje gatunkiem problematycznym z uwagi
na żądlenie i ryzyko wypadków. Ten kontrast jest ważny kulturowo: meliponiny
są bliskie, oswojone i wpisane w lokalny krajobraz, natomiast pszczoła miodna
może symbolizować napływ zewnętrznego porządku, nowy typ gospodarki i
nowe zależności.
Codzienne użycie miodu - energia, smak, medycyna domowa
Codzienna obecność miodu w życiu rdzennych społeczności bywa najbardziej
prosta i zarazem najbardziej znacząca. Miód jest pożywieniem o dużej gęstości

energetycznej, łatwym do spożycia w terenie, wygodnym w czasie wypraw i
prac w lesie. W wielu społecznościach zbiór miodu wiąże się z okresem
przebywania poza wioską, z obozowaniem w mikroregionach o dobrym dostępie
do zasobów. Dla Enawene-Nawe zbiór miodu jest tak ważny, że doczekał się
osobnego święta, a sama praktyka zbierania dużych ilości miodu w lesie jest
wpisana w kalendarz życia zbiorowego. W ich opisie widać, że miód nie jest
dodatkiem, lecz składnikiem, wokół którego buduje się rytm działań mężczyzn i
kobiet, logistyka obozowisk, a nawet społeczna choreografia ujawniania i
dzielenia się zasobem.
W codziennym użyciu równie silnie obecny jest wymiar leczniczy. W badaniach
nad tradycyjną wiedzą Ashaninka pojawia się obraz miodu jako elementu
medycyny domowej, stosowanego zwłaszcza przy dolegliwościach
oddechowych, ale też w szerokim spektrum innych problemów, w tym przy
ranach i schorzeniach skóry. Szczególnie istotne jest tu nie tylko to, że miód jest
używany, ale jak jest pozyskiwany i jak wpisuje się w lokalną etykę troski o
środowisko. Zwraca uwagę opisywana w tych badaniach praktyka pobierania
miodu w sposób, który chroni drzewo i pozwala zachować kolonię, zamiast
niszczyć siedlisko. To ważny szczegół, bo pokazuje, że medycyna i codzienne
potrzeby nie są oddzielone od zasad gospodarowania zasobami.
Ciekawym wątkiem jest też preferencja wobec pszczół bezżądłowych w
sytuacji, gdy w okolicy pojawia się pszczoła miodna. W udokumentowanych
wypowiedziach Ashaninka pojawia się niechęć do hodowli Apis mellifera ze
względu na bolesne użądlenia, co sprzyja utrzymaniu praktyk związanych z
meliponinami. Ta pozornie prosta różnica biologiczna ma konsekwencje
kulturowe: pszczoły bezżądłowe można włączać w życie domowe, w pobliże
osady, w edukację dzieci, w codzienne rytuały karmienia i leczenia, bez ryzyka,
które dla wielu rodzin byłoby barierą nie do przyjęcia.
Codzienność obejmuje również subtelną stronę sensoryczną. Miód meliponin
bywa opisywany jako bardziej kwaśny, czasem o nutach fermentacyjnych,
owocowych, żywicznych, zależnych od gatunku i miejsca. Enawene-Nawe
opisują miód niektórych gatunków jako kwaśny i jednocześnie szczególnie
ceniony, a w innym miejscu wskazują na podobieństwo smaku miodu jednego z
gatunków do miodu pszczoły afrykanizowanej, co pokazuje, że tradycyjna
ocena nie jest jednolita ani romantyzująca, lecz bardzo konkretna i
porównawcza. Smak jest tu narzędziem klasyfikacji, a klasyfikacja przekłada się

na decyzje: który miód jeść na co dzień, który zachować do zastosowań
specjalnych, a który uznać za nieodpowiedni.
Rytuały, mity i tabu - miód jako substancja graniczna
W wielu opisach etnograficznych miód pojawia się jako substancja graniczna,
czyli taka, która łączy sferę codzienności ze sferą kontaktu ze światem
duchowym. U Enawene-Nawe miód wchodzi w centrum rytuałów salumã i
kateokõ, które są związane z obfitymi ofiarami i wspólną konsumpcją miodu. W
opisie tego cyklu widać kilka warstw znaczeń. Po pierwsze, miód jest
materialnym warunkiem rytuału: trzeba go zebrać, przenieść, zgromadzić,
rozdzielić. Po drugie, jest medium relacji z bytami zamieszkującymi kosmos, w
tym z istotami uznawanymi za życzliwe i zdolne do ochrony oraz uzdrawiania.
Po trzecie, miód jest też narzędziem społecznej gry: mężczyźni przynoszą go z
lasu i ukrywają, by ujawnić go w odpowiednim momencie, gdy kobiety
rozpoczynają taniec. Wreszcie, w samej scenie powrotu widzimy obraz miodu
jako substancji, którą rozsmarowuje się na ciałach, domach, ludziach. To gest
jednocześnie obfitości, oczyszczenia i symbolicznego naznaczania wspólnoty.
Rytuał nie jest jednak oderwany od mitu. Enawene-Nawe opowiadają o
mitycznym czasie, gdy wszystkie gatunki pszczół bezżądłowych żyły w jednym
wielkim drzewie, w którym każda miała swoje miejsce. Ta opowieść działa jak
kosmologiczna mapa: porządkuje różnorodność gatunków, uzasadnia ich
rozproszenie w krajobrazie i tłumaczy, dlaczego dziś trzeba ich szukać w
określonych miejscach. Mity tego typu nie są jedynie narracją o przeszłości. Są
narzędziem, które pomaga w praktyce: wskazuje, że pszczoły są częścią
systemu, że mają swoje siedliska, swoje relacje z wodą i roślinnością, a
człowiek wchodzi w tę sieć nie jako właściciel, lecz jako uczestnik.
W Parku Tubylczym Xingu badacze, którzy analizowali współpracę wiedzy
akademickiej i rdzennej, pokazują podobną logikę, lecz w innych obrazach. W
mitologii Kawaiwete pojawia się duch będący ojcem miodu, a także duchy
opiekujące się różnymi typami pszczół. Szczególnie interesujące jest to, że także
pszczoła afrykanizowana ma w tej opowieści swojego ducha i swój porządek
tabu. Opowieść o tym, że nie wolno palić wosku, że nie wolno zabijać pszczół
bez powodu, że to duch decyduje o tym, czy pszczoły będą produkować miód w
skrzynkach, jest jednocześnie narracją o etyce i o granicach ludzkiej ingerencji.
Z naukowego punktu widzenia można to interpretować jako sposób mówienia o
ryzykach i zmienności w gospodarce pasiecznej. Z punktu widzenia wspólnoty

jest to opowieść o relacji, w której miód nie jest automatyczną konsekwencją
techniki, lecz darem zależnym od zachowania właściwego porządku.
Rytualność miodu obejmuje też tabu. W opisach z Xingu pojawia się informacja
o zakazach spożywania miodu w określonych sytuacjach, zwłaszcza w
rodzinach z małymi dziećmi, gdzie miód może być uznany za potencjalnie
niebezpieczny. W tym ujęciu miód jest mocny, a moc bywa ambiwalentna: może
leczyć i wzmacniać, ale w nieodpowiednim czasie albo u nieodpowiedniej
osoby może zaszkodzić. To ważne, bo pokazuje, że tradycyjna medycyna nie
jest prostym zachwytem nad naturalnym produktem. Jest systemem reguł, w
którym skuteczność wymaga kontekstu, a kontekst obejmuje wiek, stan ciała,
etap życia i relacje społeczne.
Nauka i tradycja - dwa języki opisu tej samej skuteczności
Współczesne badania nad miodem coraz częściej wracają do pytań, które
tradycja stawiała inaczej: dlaczego miód działa na rany, dlaczego ogranicza
rozwój bakterii, dlaczego pomaga przy stanach zapalnych, dlaczego w pewnych
konfiguracjach może wspierać jelita i odporność. W przeglądach naukowych
podkreśla się, że miód jest mieszaniną o złożonej aktywności biologicznej, a
jego wpływ na organizm może wynikać z wielu mechanizmów jednocześnie.
Omawia się między innymi działanie przeciwzapalne i antyoksydacyjne różnych
miodów, wskazując na wpływ na mediatory zapalne w modelach komórkowych
i zwierzęcych, a także na znaczenie związków fenolowych i innych składników
bioaktywnych.
W tym kontekście pojawia się także miód pszczół bezżądłowych. W badaniach
przywoływanych w przeglądach naukowych wskazuje się, że niektóre miody
meliponin mogą modulować odpowiedź zapalną komórek odpornościowych, na
przykład wpływając na wydzielanie cytokin przeciwzapalnych lub ograniczając
produkcję tlenku azotu w modelach laboratoryjnych. Dla tradycji amazońskiej
taki opis nie był potrzebny: miód był skuteczny, bo był miodem konkretnej
pszczoły, zebranym w konkretnym miejscu, w odpowiednim czasie i
zastosowanym według sprawdzonej praktyki. Nauka próbuje przełożyć tę
skuteczność na parametry, ale sama praktyka jest często bardziej złożona niż
pojedynczy mechanizm.
Różnice chemiczne między miodem meliponin a miodem pszczoły miodnej są
tu szczególnie istotne. Jeśli miód pszczół bezżądłowych ma zwykle wyższą
zawartość wody i wyższą kwasowość, to oznacza inne warunki dla rozwoju

mikroorganizmów i inną dynamikę stabilności. Z jednej strony wyższa
wilgotność może zwiększać podatność na fermentację, co w tradycyjnych
ocenach bywało traktowane jako cecha smaku lub nawet element mocy. Z
drugiej strony kwasowość i bogatszy profil związków pochodzących z żywic i
propolisu mogą wspierać właściwości przeciwdrobnoustrojowe, które w
praktyce domowej przekładają się na leczenie ran, stanów zapalnych skóry czy
infekcji.
Wątek naukowy obejmuje również spojrzenie na miód jako element diety
oddziałującej na mikrobiom jelitowy. W przeglądach dotyczących potencjału
prebiotycznego miodu zwraca się uwagę na obecność składników, które mogą
wspierać wzrost korzystnych mikroorganizmów jelitowych i w ten sposób
wpływać na stan zdrowia. Dla rdzennych społeczności nie jest to nowa idea w
sensie funkcjonalnym, choć nowa w języku opisu. Skoro miód był traktowany
jako środek wspierający trawienie czy rekonwalescencję, współczesne badania
mogą dostarczać dodatkowych hipotez wyjaśniających, dlaczego pewne
praktyki działały. Jednocześnie trzeba zachować ostrożność: nauka nie
potwierdza automatycznie każdego tradycyjnego zastosowania, lecz raczej
buduje mapę prawdopodobieństw, zależności i warunków, w których miód może
być wsparciem.
Najciekawsze bywa to, że nauka wchodzi dziś w obszar, który tradycja
opisywała jako relację, nie jako produkt. W projekcie prowadzonym w Xingu
celem była między innymi refleksja nad wpływem rozwoju apikultury na
różnorodność pszczół bezżądłowych, a więc nad tym, jak nowe praktyki
gospodarcze mogą przestawiać lokalną równowagę. W takiej sytuacji tradycyjna
zasada, że różnorodność jest warunkiem trwania, spotyka się z naukowym
językiem bioróżnorodności, konkurencji i presji gatunków introdukowanych.
Dwa języki opisują tę samą intuicję: jeśli system stanie się zbyt jednolity,
przestanie być odporny.
Miód i bioróżnorodność - las jako pasieka, pasieka jako las
W Ameryce Południowej miód jest w praktyce funkcją bioróżnorodności. Nie
ma miodu bez roślin, nie ma roślin bez zapylaczy, a zapylacze nie przetrwają
bez siedlisk. W przeglądach dotyczących pszczół neotropikalnych podkreśla się
ogromne bogactwo gatunkowe regionu, w tym znaczną liczbę gatunków pszczół
bezżądłowych, oraz wskazuje się główne zagrożenia, takie jak wylesianie,
intensyfikacja rolnictwa i rozprzestrzenianie się konkurencyjnych gatunków

obcych. Dla rdzennych społeczności jest to doświadczenie bardzo konkretne:
zniknięcie fragmentu lasu to nie abstrakcyjna utrata biomasy, lecz utrata drzew
gniazdowych, roślin żywicznych, miejsc kwitnień i szlaków zbioru.
W dokumentacji Ashaninka pojawia się mocny obraz praktyk, które chronią
drzewa i wpisują zbiór w cykl sezonowy. Nie chodzi wyłącznie o to, by zebrać
miód. Chodzi o to, by zebrać go w sposób, który nie narusza ciągłości życia
pszczół. Ochrona drzewa jest ochroną kolonii, a ochrona kolonii jest ochroną
przyszłego miodu i przyszłej medycyny. W takim ujęciu meliponikultura staje
się praktyką konserwacyjną, choć nie musi być tak nazywana. Jest sposobem
utrzymania relacji z zasobem, który ma pozostać w krajobrazie.
Z drugiej strony przykład Enawene-Nawe pokazuje, że tradycyjne praktyki
mogą też obejmować działania bardziej inwazyjne, takie jak ścinanie drzew w
celu pozyskania miodu. Ten kontrast nie jest oskarżeniem ani pochwałą, lecz
ilustracją różnic: między społecznościami, między presjami środowiskowymi,
między dostępnością zasobów i między sposobami, w jakie wiedza jest
przekazywana oraz modyfikowana. Współczesne programy ochrony i projekty
badawcze często skupiają się na tym, by wspierać te praktyki, które łączą
pozyskiwanie z odtwarzaniem i ochroną, a zarazem by nie narzucać rozwiązań,
które łamią lokalną logikę życia.
W Xingu temat bioróżnorodności pojawia się również w kontekście
współczesnej gospodarki miodowej. Apikultury i meliponikultury nie traktuje
się tam jako prostego wyboru między tradycją a nowoczesnością, lecz jako
potencjalnie komplementarne działania, o ile są prowadzone w małej skali i z
poszanowaniem lokalnych uwarunkowań. Co ważne, miód wytwarzany przez
społeczności rdzenne może funkcjonować także jako produkt rynkowy, a nawet
jako produkt certyfikowany. To z kolei stawia pytania o standardy jakości, o
zrównoważenie, o ślad środowiskowy i o to, czy popyt nie zacznie wypierać
rytuału i codziennej medycyny.
W praktyce zrównoważenie w sektorze miodu sprowadza się do kilku
fundamentalnych zasad: ochrony bioróżnorodności, dbałości o zdrowie pszczół,
ograniczenia chemii w otoczeniu pasiek, utrzymania lub odtwarzania siedlisk i
dbania o przejrzystość łańcucha dostaw. Te zasady są szczególnie istotne w
przypadku miodu z regionów tropikalnych, gdzie presja na las jest ogromna, a
jednocześnie to właśnie las stanowi podstawową infrastrukturę dla pszczół
bezżądłowych. Jeśli miód ma być jednocześnie produktem, lekarstwem i

elementem dziedzictwa kulturowego, nie może być traktowany jak surowiec
oderwany od krajobrazu.
Zakończenie
Miód w kulturach rdzennych Ameryki Południowej jest opowieścią o relacji.
Jest jedzeniem, bo daje energię i przyjemność smaku. Jest lekarstwem, bo
towarzyszy praktykom leczenia ran, infekcji, dolegliwości oddechowych i
innych stanów, które w życiu codziennym wymagają szybkiego wsparcia. Jest
rytuałem, bo bywa substancją obfitości, ofiary i wspólnotowego oczyszczenia, a
jego zbiór i spożycie mogą być sceną, na której wspólnota rozgrywa swoje role i
odnawia więzi. Jest wreszcie elementem kosmologii, bo w mitach i tabu staje się
językiem opisu tego, gdzie kończy się ludzka sprawczość, a zaczyna porządek
świata nie ludzkiego.
Najbardziej charakterystyczne dla tego regionu jest to, że centralną rolę
odgrywają pszczoły bezżądłowe. Ich miód różni się od miodu pszczoły miodnej,
a ta różnica nie jest detalem technologicznym, lecz fundamentem kulturowym.
Inna pszczoła to inna praktyka pozyskania, inna architektura gniazda, inna
sezonowość, inna etyka zbioru, a często także inny status symboliczny. W
jednym miejscu miód jest rozsmarowywany na ciałach podczas powrotu z
wyprawy, w innym jest podawany jako środek na choroby oddechowe, w
jeszcze innym otoczony zakazami, które mają chronić dzieci i utrzymać
równowagę.
Współczesna nauka coraz częściej widzi w tej tradycji nie egzotyczny folklor,
lecz źródło hipotez i praktyk, które mogą wspierać zarówno badania nad
bioaktywnymi właściwościami miodów meliponin, jak i działania na rzecz
ochrony bioróżnorodności. Jednocześnie najlepsze przykłady pokazują, że sens
tej wiedzy ujawnia się w dialogu: gdy nauka nie próbuje zastąpić tradycji, a
tradycja nie musi udowadniać swojej wartości wyłącznie w laboratorium. Miód
pozostaje wtedy tym, czym był od dawna: łącznikiem między lasem a domem,
między zdrowiem a rytuałem, między smakiem a odpowiedzialnością za świat, z
którego ten smak się bierze.
Warto jednak dopowiedzieć jeszcze jedną rzecz: miód w Amazonii nie istnieje w
oderwaniu od przyszłości, bo jego trwanie jest wprost zależne od trwania lasu.
Gdy kurczy się mozaika siedlisk, gdy znika drzewostan z dziuplami, gdy
przerywają się korytarze kwitnień i maleje liczba roślin dających nektar oraz
żywice, wówczas znika nie tylko pożytek dla pszczół, ale także całe zaplecze

kulturowe związane z wyprawami po miód, z nauką rozpoznawania gatunków, z
przekazywaniem nazw i opowieści o ich pochodzeniu. Z perspektywy
zewnętrznego obserwatora zmienia się rynek i dostępność produktu. Z
perspektywy społeczności lokalnych zmienia się coś znacznie głębszego:
możliwość podtrzymywania praktyk, które organizują wspólnotę i nadają sens
relacji człowieka ze światem przyrody.
Dlatego coraz częściej w rozmowie o miodzie pojawia się pytanie o
odpowiedzialność. Dotyczy ono zarówno tych, którzy miód pozyskują, jak i
tych, którzy w przyszłości mogliby go kupować. Zrównoważenie nie jest w tym
kontekście modnym hasłem, tylko realnym warunkiem przetrwania. Jeżeli popyt
na miód pszczół bezżądłowych rośnie, a wraz z nim rośnie presja na
intensyfikację zbiorów, to tym bardziej kluczowe staje się wzmacnianie metod,
które nie niszczą gniazd i nie wymagają wycinania drzew. W wielu
społecznościach istnieją już zasady, które pełnią taką funkcję, nawet jeśli nie są
nazywane językiem ochrony środowiska. Czasem przyjmują postać rytuału,
czasem tabu, czasem po prostu praktycznego zwyczaju: nie brać wszystkiego,
zostawić część, wrócić w kolejnym sezonie, nie prowokować pszczół bez
potrzeby, nie traktować miodu jak łupu, lecz jak dar, o który trzeba dbać.
W tym sensie miód jest też lekcją o tym, jak można myśleć o zasobach. Nie jako
o czymś, co się wydobywa do zera, ale jako o czymś, co wymaga cierpliwości i
zrozumienia cykli. To podejście jest szczególnie cenne dziś, gdy wiele
systemów gospodarczych opiera się na szybkim zysku i krótkim horyzoncie
planowania. Tradycja meliponikultury i praktyk zbioru miodu w lasach
tropikalnych przypomina, że prawdziwa wartość produktu tkwi w sieci
zależności, która pozwala mu powstać. Jeśli tę sieć osłabimy, stracimy nie tylko
wyjątkowy smak i właściwości miodu, ale także wiedzę o roślinach, pszczołach
i sezonach, która przez pokolenia była wbudowana w codzienne życie.
Na końcu pozostaje więc obraz miodu jako punktu styku wielu porządków. Jest
w nim biologia pszczół i chemia nektaru, ale jest też pamięć wspólnoty, jej etyka
i język opowieści. Jest praca rąk w lesie i cisza obozowiska, ale bywa też taniec,
śpiew, śmiech i wspólnotowe dzielenie się tym, co udało się przynieść. Jest
nauka, która opisuje związki fenolowe, kwasowość i aktywność
przeciwdrobnoustrojową, i jest tradycja, która mówi o duchach opiekuńczych i o
tym, że miodu nie wolno traktować lekkomyślnie. Te dwie perspektywy nie
muszą się wykluczać. Mogą się uzupełniać, jeśli uznamy, że skuteczność i

znaczenie miodu wynikają nie tylko z tego, co można zmierzyć, ale też z tego,
jak żyje się w świecie, w którym miód powstaje.

Materiał dofinansowany ze środków UE w ramach Planu Strategicznego dla
Wspólnej Polityki Rolnej na lata 2023-2027
Materiał opracowany przez Stowarzyszenie Pszczelarzy Staropolskich
Instytucja Zarządzająca Planem Strategicznym dla Wspólnej Polityki Rolnej na
lata 2023-2027 – Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi