Przejdź do głównej treści
najlepszy@swietokrzyskimiod.pl
Otwórz wyszukiwarkę
Szukaj
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj
najlepszy@swietokrzyskimiod.pl

Miód i jelita – rola w leczeniu IBS, SIBO i niestrawności

Miód i jelita – rola w leczeniu IBS, SIBO i niestrawności

 

Miód od lat ma opinię produktu, który potrafi łagodnie wspierać organizm.
Kojarzy się z ciepłą herbatą w sezonie infekcji, z domową kuchnią, z naturalną
słodyczą i z czymś, co ma więcej do zaoferowania niż sam smak. W ostatnich
latach coraz częściej mówi się także o miodzie w kontekście jelit. Pojawiają się
wątki o potencjale prebiotycznym, o wsparciu dobrych bakterii, o wpływie na
barierę jelitową i o działaniu przeciwzapalnym. Brzmi to jak dobra wiadomość
zwłaszcza w czasach, gdy temat mikrobiomu stał się jednym z najważniejszych
obszarów zainteresowania dietetyki i medycyny stylu życia.
Jednocześnie jest druga strona tej historii, dużo mniej wygodna dla osób z
nadwrażliwymi jelitami. Miód to produkt bogaty w cukry proste, a jego profil
węglowodanowy sprawia, że w wielu podejściach dietetycznych stosowanych w
IBS i SIBO jest on ograniczany, a czasem wręcz wykluczany, przynajmniej na
pewnym etapie terapii. Dla części osób miód bywa zapalnikiem objawów. Po
łyżce w herbacie pojawiają się wzdęcia, rozpieranie, ból brzucha, przelewania, a
nawet biegunka. U innych z kolei mała ilość przechodzi bez echa, zwłaszcza
gdy jelita są w miarę stabilne i gdy miód jest używany okazjonalnie, a nie jako
codzienny słodzik.
Właśnie na tym polega największy paradoks. Ten sam produkt może być
opisywany jako potencjalne wsparcie mikrobiomu i jednocześnie jako rzecz,
która u osób z IBS lub SIBO nasila objawy. W tym artykule celem nie jest
postawienie miodu w roli bohatera lub czarnego charakteru, tylko spokojne
uporządkowanie faktów. Przyjrzymy się temu, czym są IBS, SIBO i
niestrawność czynnościowa, co dzieje się w jelitach w tych zaburzeniach,
dlaczego miód bywa dobrze tolerowany przez jednych, a źle przez innych, oraz
jak rozsądnie podejść do tematu testowania miodu, jeśli ktoś w ogóle chce to
robić.
IBS, SIBO i niestrawność co dzieje się w jelitach?
Problemy jelitowe rzadko dają się zamknąć w jednym prostym mechanizmie.
IBS, czyli zespół jelita drażliwego, jest tego najlepszym przykładem. To
zaburzenie czynnościowe, co oznacza, że objawy są realne, często bardzo

uciążliwe, ale nie wynikają z jednej uchwytnej strukturalnej zmiany widocznej
w badaniach obrazowych. U części osób dominuje biegunka, u innych zaparcia,
a u wielu obraz jest mieszany. Wspólnym mianownikiem są ból brzucha,
wzdęcia, uczucie dyskomfortu, zaburzenia rytmu wypróżnień i często także
poczucie, że jelita reagują nieproporcjonalnie silnie na codzienne bodźce,
jedzenie, stres, zmęczenie czy brak snu.
W IBS mówi się o kilku nakładających się elementach. Jednym z nich jest
nadwrażliwość trzewna, czyli sytuacja, w której układ nerwowy jelit i mózg
intensywniej odbierają bodźce z przewodu pokarmowego. To może sprawiać, że
ilość gazów, która u jednej osoby jest nieodczuwalna, u innej wywołuje ból,
napięcie i wrażenie, że brzuch zaraz pęknie. Kolejny element to motoryka, czyli
sposób, w jaki jelita przesuwają treść pokarmową. Gdy perystaltyka przyspiesza,
częściej pojawia się biegunka i naglące parcie. Gdy zwalnia, rośnie ryzyko
zaparć, zalegania i nasilonej fermentacji w jelicie grubym. Do tego dochodzi oś
jelito mózg, czyli sieć połączeń między układem nerwowym a przewodem
pokarmowym. Stres, napięcie, lęk czy długotrwałe przeciążenie psychiczne
potrafią bezpośrednio wzmacniać objawy, bo układ nerwowy jelit jest bardzo
wrażliwy na sygnały z organizmu.
SIBO, czyli przerost bakteryjny jelita cienkiego, bywa w praktyce klinicznej
mylone z IBS, bo objawy często wyglądają podobnie. Wzdęcia, gazy,
przelewania, ból brzucha, biegunka, czasem zaparcia, a także uczucie pełności
po jedzeniu i osłabienie. Różnica polega na tym, że w SIBO problem dotyczy
miejsca, w którym bakterii powinno być relatywnie mało, czyli jelita cienkiego.
Jeżeli dochodzi do zaburzeń motoryki, problemów z tzw. oczyszczającym
ruchem jelita cienkiego, zmian po infekcjach, operacjach, w przebiegu
niektórych chorób lub przy innych czynnikach ryzyka, bakterie mogą namnażać
się tam nadmiernie. Wtedy fermentacja węglowodanów zaczyna się wcześniej
niż powinna, co łatwo przekłada się na szybkie wzdęcia po posiłku, nadmiar
gazów i wyraźny dyskomfort.
W praktyce część osób z rozpoznanym IBS ma jednocześnie SIBO albo epizody
SIBO, a część nie ma. To dlatego narracja w internecie bywa chaotyczna. Jedni
mówią, że wszystko to SIBO, inni że to tylko IBS. Rzetelne podejście zwykle
zakłada, że trzeba patrzeć na objawy, historię choroby, wyniki badań i reakcje na
leczenie. Często stosuje się testy oddechowe, ale ich interpretacja nie jest
zawsze prosta. Dodatkowo w SIBO może pojawić się problem z wchłanianiem

pewnych składników odżywczych i z ogólną tolerancją węglowodanów, bo
bakterie konkurują o substraty i wytwarzają gazy, które drażnią jelito.
Do tego obrazu dochodzi jeszcze niestrawność czynnościowa, czyli zespół
objawów dotyczących górnego odcinka przewodu pokarmowego. To może być
uczucie pełności po posiłku, szybkie uczucie sytości, dyskomfort lub ból w
nadbrzuszu, czasem nudności. Niestrawność bywa powiązana z motoryką
żołądka i dwunastnicy oraz z nadwrażliwością. Wiele osób ma objawy
mieszane, trochę z góry, trochę z dołu. Taka sytuacja sprzyja temu, że każdy
produkt, który łatwo fermentuje albo który szybko zwiększa ładunek
osmotyczny w jelitach, może okazać się problematyczny.
Miód jako prebiotyk dobre informacje, ale nie dla każdego
Z punktu widzenia mikrobiomu miód jest ciekawszy niż zwykły cukier. To nie
tylko mieszanina fruktozy i glukozy, ale także produkt zawierający drobne ilości
oligosacharydów, związki fenolowe, składniki o aktywności antyoksydacyjnej
oraz substancje, które w badaniach eksperymentalnych mogą wpływać na
środowisko jelitowe. W przeglądach naukowych dotyczących miodu podkreśla
się, że pewne frakcje miodu mogą działać jak substrat dla korzystnych bakterii,
a jednocześnie składniki bioaktywne mogą modulować stan zapalny i wspierać
funkcje bariery jelitowej. W praktyce oznacza to potencjał, a nie obietnicę
gwarantowanego efektu u każdego.
Kiedy mówi się o działaniu prebiotycznym, chodzi o to, że dany składnik
żywności jest wykorzystywany przez mikroorganizmy jelitowe w sposób
selektywny, sprzyjając tym, które uznaje się za korzystne. W przypadku miodu
najczęściej pojawia się wątek stymulacji wzrostu bakterii z rodzaju
Bifidobacterium i Lactobacillus. W warunkach laboratoryjnych oraz w
modelach zwierzęcych obserwowano, że miód, zwłaszcza pewne jego odmiany i
frakcje, może nasilać wzrost wybranych bakterii, a także wpływać na produkcję
krótkołańcuchowych kwasów tłuszczowych. Te kwasy, powstające w wyniku
fermentacji, są ważne dla odżywienia komórek nabłonka jelitowego, dla
regulacji lokalnej odpowiedzi immunologicznej i dla utrzymania odpowiedniej
szczelności bariery jelitowej.
Bariera jelitowa to temat, który dobrze tłumaczy, dlaczego mikrobiom jest tak
istotny. Jelito nie jest tylko rurą do przesuwania jedzenia. To powierzchnia
kontaktu z ogromną ilością substancji zewnętrznych, a jednocześnie element
układu odpornościowego. Nabłonek jelitowy ma przepuszczać to, co potrzebne,

a blokować to, co mogłoby szkodzić. W badaniach zwraca się uwagę, że
niektóre składniki miodu mogą wspierać integralność tej bariery, m.in. przez
wpływ na białka połączeń ścisłych i przez działanie antyoksydacyjne. Jeśli
bariera działa sprawnie, zmniejsza się ryzyko nadmiernej reaktywności
immunologicznej i przewlekłego drażnienia.
W praktyce jednak najważniejsze jest to, że wiele danych o prebiotycznym
potencjale miodu pochodzi z badań wstępnych. Część to badania in vitro, część
to modele zwierzęce, a badania z udziałem ludzi są bardziej ograniczone, często
krótkotrwałe i prowadzone w populacjach ogólnych, a nie wśród osób z IBS lub
SIBO. To istotne rozróżnienie. Jeżeli ktoś ma jelita stabilne, bez nasilonych
objawów fermentacyjnych, może potencjalnie skorzystać z tego, że miód
dostarcza pewnych związków wspierających środowisko jelitowe. Natomiast u
osoby z IBS lub SIBO dominującym problemem bywa nie to, czy mikrobiom
dostanie dodatkowe wsparcie, ale czy jelita w ogóle tolerują fermentujące
węglowodany. Innymi słowy, prebiotyczny potencjał może być jak dolanie
oliwy do ognia, jeżeli ogień już się pali.
Warto też pamiętać o tym, że miód nie jest produktem jednorodnym. Różni się
w zależności od pochodzenia, odmiany, warunków środowiskowych i procesu
pozyskiwania. Zmienia się proporcja fruktozy do glukozy, zmienia się profil
drobnych oligosacharydów i zawartość związków fenolowych. To sprawia, że
dwie osoby mogą używać miodu i mówić o dwóch różnych doświadczeniach,
choć obie mają rację w swoim kontekście. Jedna toleruje małą ilość i widzi, że
organizm reaguje spokojnie, druga po tej samej ilości ma wzdęcia i ból. Różnice
indywidualne w mikrobiomie, w motoryce jelit i w zdolności wchłaniania
fruktozy dodatkowo potęgują rozbieżności.
Miód, FODMAP i fruktoza dlaczego może nasilać objawy IBS i SIBO
W dietoterapii IBS bardzo ważną rolę odgrywa podejście low FODMAP.
FODMAP to grupa węglowodanów, które u części osób są słabo wchłaniane w
jelicie cienkim lub są szybko fermentowane przez bakterie. W praktyce
przekłada się to na dwa mechanizmy. Pierwszy to efekt osmotyczny, czyli
przyciąganie wody do światła jelita. To może nasilać luźne stolce i biegunki.
Drugi to fermentacja, czyli rozkład tych węglowodanów przez bakterie z
wytwarzaniem gazów. Gazy zwiększają ciśnienie w jelitach, co u osób z
nadwrażliwością trzewną łatwo przekłada się na ból, rozpieranie i wzdęcia.

Miód w większości zaleceń jest traktowany jako produkt wysoko FODMAP
przede wszystkim z powodu fruktozy. W uproszczeniu, gdy fruktozy jest
relatywnie dużo w stosunku do glukozy, część osób wchłania ją gorzej. Fruktoza
ma swoje mechanizmy transportu w jelicie, a ich wydolność bywa ograniczona.
Jeżeli fruktoza nie zostanie wchłonięta w jelicie cienkim, trafia do dalszych
odcinków i staje się pożywką dla bakterii. Efekt może być szybki i wyraźny,
zwłaszcza gdy jelita są w stanie nadreaktywności.
W IBS ten mechanizm jest szczególnie istotny, bo nawet normalna ilość gazów
może być odczuwana jako silny dyskomfort. Do tego dochodzi kwestia
zmiennej motoryki. Jeśli jelita pracują szybciej, nie ma czasu na spokojne
wchłanianie, a efekt osmotyczny fruktozy i innych węglowodanów może być
mocniejszy. Jeśli pracują wolniej, fermentacja może trwać dłużej i wzdęcia
mogą narastać przez wiele godzin. To jeden z powodów, dla których jedna osoba
mówi, że miód szkodzi natychmiast, a inna, że dopiero wieczorem albo
następnego dnia.
W SIBO problem bywa jeszcze bardziej bezpośredni, ponieważ fermentacja
może zaczynać się już w jelicie cienkim. W praktyce oznacza to, że po posiłku
zawierającym miód objawy mogą pojawić się szybciej niż w typowym IBS bez
SIBO. Jeśli bakterie w jelicie cienkim dostają łatwo fermentujący substrat,
wytwarzają gazy w miejscu, które nie jest do tego przystosowane w takim
stopniu jak jelito grube. Pojawia się uczucie wzdęcia wysoko w brzuchu,
napięcie, dyskomfort, czasem odbijanie, a u niektórych również nudności lub
uczucie pełności. Ten obraz często pasuje do relacji osób, które mówią, że po
słodkich produktach, w tym po miodzie, czują się źle, choć teoretycznie miód
jest naturalny i kojarzy się zdrowo.
W wielu zaleceniach dietetycznych dla SIBO, w tym w praktycznych
poradnikach, pojawia się ograniczenie cukrów i węglowodanów łatwo
fermentujących, zwłaszcza w fazie, gdy objawy są nasilone. Nie chodzi o to, że
cukier jest zły z definicji, tylko o to, że w określonych warunkach jelitowych
może działać jak paliwo dla bakterii, które są w niewłaściwym miejscu lub w
niewłaściwej ilości. Miód, jako produkt bogaty w cukry proste, wpisuje się w
ten problem. U części osób nawet mała ilość nasila objawy, bo bariera tolerancji
jest bardzo niska. U innych tolerancja rośnie po leczeniu, po ustabilizowaniu
motoryki i po odpowiednim prowadzeniu diety.

Warto też podkreślić ważną rzecz, która często umyka w rozmowach o miodzie i
jelitach. To, że miód ma potencjał prebiotyczny, nie oznacza, że jest
optymalnym prebiotykiem dla osoby z IBS lub SIBO. Prebiotyk w sensie
mechanizmu działania to coś, co ma być fermentowane. A właśnie fermentacja
bywa problemem. W IBS low FODMAP w fazie eliminacyjnej często ogranicza
się wiele zdrowych produktów nie dlatego, że są one złe, tylko dlatego, że ich
fermentowalne składniki nasilają objawy. Dopiero później, w fazie reintrodukcji,
stopniowo sprawdza się tolerancję, aby dieta była jak najbardziej różnorodna i
przyjazna mikrobiomowi, ale bez kosztu w postaci bólu i biegunek. Miód w tym
ujęciu staje się produktem, który może wrócić u części osób, ale raczej nie jest
pierwszym wyborem na starcie.
Czy są sytuacje, w których miód może wspierać jelita?
Mimo ryzyka związanego z FODMAP, nie ma potrzeby traktować miodu jako
produktu zakazanego na zawsze. Kluczowe jest rozróżnienie sytuacji
klinicznych i etapów postępowania. Jeżeli ktoś jest w fazie ostrych objawów
IBS, właśnie zaczyna dietę low FODMAP albo ma aktywne SIBO z wyraźną
nietolerancją fermentujących węglowodanów, wtedy miód zwykle nie jest
dobrym pomysłem. Priorytetem jest redukcja objawów, wyciszenie jelit i
ustabilizowanie rytmu wypróżnień. W takim momencie nawet potencjalnie
korzystny składnik może nie mieć szansy zadziałać pozytywnie, bo zostanie
przykryty przez mechanizm fermentacji.
Sytuacja zmienia się, gdy objawy są stabilne. U części osób IBS wchodzi w fazę
względnej równowagi, w której dieta jest bardziej urozmaicona, a reakcje jelit są
przewidywalne. Wtedy miód może pojawić się jako element, a nie fundament.
Mała ilość, okazjonalnie, w kontekście posiłku bogatszego w białko i tłuszcz,
czasem bywa lepiej tolerowana niż miód na czczo lub w dużej dawce w napoju.
Z perspektywy jelit liczy się bowiem nie tylko sam produkt, ale też szybkość
opróżniania żołądka, ładunek węglowodanów w całym posiłku i to, czy w diecie
jest dużo innych fermentujących składników w tym samym czasie.
Są też osoby, które nie mają IBS ani SIBO, a mimo to interesują się
wspieraniem mikrobiomu. W tej grupie miód może być traktowany jako
alternatywa dla wysoko przetworzonych słodzików, o ile jest używany rozsądnie
i w umiarkowanych ilościach. Nie chodzi o to, by jeść miód łyżkami, tylko by
postrzegać go jako dodatek smakowy, który wnosi coś więcej niż czysty cukier.
W przeglądach dotyczących miodu podkreśla się jego właściwości

przeciwutleniające i potencjalne działanie przeciwzapalne. Dla jelit może to
mieć znaczenie pośrednie, bo stan zapalny, stres oksydacyjny i zaburzenia
bariery jelitowej są często elementem szerszego obrazu zdrowia metabolicznego
i immunologicznego.
W kontekście niestrawności czynnościowej miód może być neutralny albo
problematyczny, zależnie od osoby. Jeżeli dominują objawy związane z
nadwrażliwością i szybkim uczuciem pełności, słodkie produkty w płynie mogą
czasem nasilać dyskomfort. Jeżeli natomiast problem dotyczy raczej
nieregularnego jedzenia i drażnienia żołądka, a jelita dolne są spokojne, mała
ilość miodu może być po prostu elementem diety bez większego wpływu. Tu
szczególnie ważna jest obserwacja reakcji po konkretnych porcjach i w
konkretnych sytuacjach, bo niestrawność czynnościowa jest bardzo wrażliwa na
kontekst.
Dobrze jest też pamiętać o podstawowej zasadzie. Wsparcie mikrobiomu nie
polega na jednym magicznym produkcie. Nawet jeśli miód ma potencjał
prebiotyczny, to nie zastąpi fundamentów. Regularnych posiłków, odpowiedniej
ilości błonnika w tolerowanym zakresie, odpowiedniego nawodnienia, snu,
redukcji przewlekłego stresu i pracy nad motoryką jelit. U osób z IBS i SIBO
często największą różnicę robi nie pojedynczy składnik, tylko konsekwentne
budowanie przewidywalnego środowiska dla jelit. W takim środowisku dopiero
można testować dodatki i obserwować, czy coś wnosi korzyść, czy jest tylko
kolejnym bodźcem drażniącym.
Praktyczne scenariusze jak testować miód przy IBS i SIBO jeśli w ogóle
Jeżeli ktoś ma IBS lub podejrzenie SIBO i rozważa wprowadzenie miodu,
najbardziej rozsądne podejście zaczyna się od pytania o cel. Czy chodzi o smak,
o chęć użycia naturalnego słodzika, czy o przekonanie, że miód poprawi
mikrobiom. Jeśli celem jest mikrobiom, warto zachować szczególną ostrożność,
bo w IBS i SIBO priorytetem jest tolerancja. Produkt, który nasila objawy, nie
będzie realnym wsparciem, nawet jeśli teoretycznie ma dobre właściwości. Jeśli
celem jest smak i okazjonalny dodatek, sprawa wygląda inaczej, bo wtedy
można rozważać bardzo ostrożne testy, o ile stan jelit na to pozwala.
Najbardziej typowy scenariusz kliniczny wygląda tak, że miód jest ograniczany
w fazie eliminacyjnej diety low FODMAP lub w okresie intensywnych objawów
SIBO. Dopiero później, kiedy objawy są bardziej stabilne, a dieta jest stopniowo
rozszerzana, można rozważyć sprawdzenie tolerancji. Takie testowanie powinno

być możliwie kontrolowane. W praktyce oznacza to małą porcję, najlepiej w
dniu, w którym reszta diety jest przewidywalna i nie zawiera wielu innych
potencjalnie fermentujących składników. To nie jest moment na eksperyment
typu nowy deser, nowy chleb, miód i jeszcze surowe owoce. Im więcej
zmiennych naraz, tym trudniej potem zrozumieć, co faktycznie wywołało
objawy.
Bardzo pomocny bywa dzienniczek objawów. Nie musi być rozbudowany, ale
powinien uwzględniać godzinę spożycia, ilość miodu, formę podania oraz
reakcję w ciągu kilku godzin i następnego dnia. U części osób objawy pojawiają
się szybko, u innych z opóźnieniem. Dzienniczek pomaga też wychwycić, czy
problemem jest sam miód, czy raczej ogólny kontekst. Na przykład miód w
herbacie na czczo może wywołać reakcję, ale ta sama ilość w owsiance z
dodatkiem białka może być lepiej tolerowana. Albo odwrotnie, miód w
połączeniu z innymi fermentującymi składnikami może przekraczać próg
tolerancji, choć sam w sobie w małej ilości byłby neutralny.
W praktyce dietetycznej często stosuje się zasadę mikroporcji. To podejście
polega na tym, że zaczyna się od minimalnej ilości i obserwuje reakcję. Jeżeli
jest spokojnie, można ewentualnie powtórzyć test po kilku dniach. Jeżeli
pojawiają się objawy, sygnał jest czytelny, to znaczy, że na tym etapie jelita nie
tolerują miodu lub że tolerancja jest tak niska, że nie ma sensu go włączać. W
IBS i SIBO liczy się jakość życia. Jeżeli dodatek w postaci miodu ma koszt w
postaci bólu i biegunki, to bilans jest negatywny, nawet gdy miód jest naturalny.
Warto też testować miód w okresie względnego spokoju. Jeżeli ktoś jest tuż po
infekcji żołądkowo jelitowej, w okresie dużego stresu lub po kilku tygodniach
nieprzespanych nocy, jelita zwykle są bardziej reaktywne. Wtedy łatwiej o
fałszywie negatywny wynik, czyli wrażenie, że miód szkodzi zawsze, choć w
lepszych warunkach mała ilość byłaby neutralna. Z drugiej strony nie ma sensu
forsować produktu, który wielokrotnie wywołuje objawy. Jelita uczą się
bodźców i każdy epizod silnego dyskomfortu może wzmacniać lęk przed
jedzeniem, a to w IBS jest szczególnie problematyczne, bo nasila napięcie osi
jelito mózg.
W przypadku podejrzenia SIBO najrozsądniejsza jest współpraca z lekarzem i
dietetykiem. SIBO bywa stanem wymagającym leczenia przyczynowego i
celowanego, a dieta jest narzędziem wspierającym, nie jedynym rozwiązaniem.
W takim kontekście testowanie miodu ma sens dopiero wtedy, gdy objawy są

pod kontrolą i gdy wiadomo, na jakim etapie leczenia jest pacjent. W
przeciwnym razie łatwo utknąć w błędnym kole. Objawy są nasilone, więc
ogranicza się kolejne produkty, dieta staje się coraz uboższa, mikrobiom traci
różnorodność, a lęk przed jedzeniem rośnie. W dobrze prowadzonej strategii
celem jest wyciszenie objawów, a potem stopniowe rozszerzanie tolerancji, nie
stałe zawężanie.
Zakończenie: miód i jelita balans między mikrobiomem a objawami
Miód ma cechy, które czynią go interesującym w kontekście jelit. Przeglądy
naukowe wskazują na jego potencjalne działanie prebiotyczne, możliwość
modulowania mikrobiomu i wsparcia bariery jelitowej, zwłaszcza w badaniach
wstępnych i modelach eksperymentalnych. Jednocześnie miód jest produktem
bogatym w fruktozę i w wielu podejściach dietetycznych stosowanych w IBS
oraz SIBO bywa klasyfikowany jako wysoko FODMAP. To połączenie sprawia,
że u osób z nadwrażliwymi jelitami miód może działać jak wyzwalacz objawów,
a nie jak wsparcie.
Najuczciwsza odpowiedź na pytanie, czy miód pomaga jelitom w IBS, SIBO i
niestrawności, brzmi: to zależy. Zależy od etapu choroby, od nasilenia objawów,
od indywidualnej tolerancji fruktozy i fermentujących węglowodanów, od
składu diety jako całości oraz od tego, czy jelita są aktualnie w fazie stabilizacji
czy zaostrzenia. W fazie eliminacyjnej i w okresie aktywnych objawów zwykle
lepiej miód ograniczyć. W fazie poprawy, przy ostrożnym podejściu i w bardzo
małych ilościach, część osób może go tolerować. U osób bez IBS i SIBO miód
może być po prostu jednym z elementów diety, o ile jest używany z umiarem.
Ostatecznie w temacie miodu i jelit najważniejsza jest równowaga.
Mikroorganizmom jelitowym potrzebna jest różnorodność, ale człowiekowi
potrzebny jest komfort. W przypadku IBS i SIBO komfort bywa pierwszym
krokiem, bo bez niego nie da się budować trwałych nawyków i rozszerzać diety.
Dlatego miód nie powinien być traktowany ani jako cudowny lek na jelita, ani
jako produkt, którego trzeba bać się bez końca. Powinien być traktowany jako
składnik o potencjale i o ryzyku, a decyzja o jego miejscu w diecie powinna
wynikać z obserwacji, rozsądku oraz, w razie potrzeby, wsparcia specjalisty.

Materiał dofinansowany ze środków UE w ramach Planu Strategicznego dla
Wspólnej Polityki Rolnej na lata 2023-2027

Materiał opracowany przez Stowarzyszenie Pszczelarzy Staropolskich
Instytucja Zarządzająca Planem Strategicznym dla Wspólnej Polityki Rolnej na
lata 2023-2027 – Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi