Przejdź do głównej treści
najlepszy@swietokrzyskimiod.pl
Zamknij wyszukiwarkę Wyczyść Szukaj
najlepszy@swietokrzyskimiod.pl

Kisiele, budynie i puddingi z miodem – powrót do dawnych, zapomnianych deserów

Kisiele, budynie i puddingi z miodem – powrót do dawnych, zapomnianych deserów

 

Są takie smaki, które wracają bez zapowiedzi. Wystarczy zapach mleka
podgrzewanego w rondelku, cichy stuk łyżki o brzeg garnka i ten moment, kiedy
masa zaczyna gęstnieć, a w kuchni robi się cieplej nie tylko od pary. Kisiel z
owoców zebranych latem, budyń podany w grubym szkle, pudding, który sycił
po długim dniu i był jednocześnie nagrodą oraz spokojnym zakończeniem
domowych obowiązków. W wielu domach te desery kojarzą się z prostotą, z
kuchnią ekonomiczną i mądrą, bo opartą na tym, co było pod ręką: mleku,
kaszy, skrobi, owocach, chlebie, czasem na resztkach, którym nadawano drugie
życie. W tej samej tradycji miód pojawiał się nie jako egzotyka, lecz jako
naturalny składnik spiżarni, słodzik i aromat w jednym, dodatek świąteczny albo
codzienny, zależnie od dostępności.
Dziś kisiele, budynie i puddingi wracają z nową energią. Z jednej strony rośnie
tęsknota za komfortem i kuchnią, która uspokaja. Z drugiej, coraz częściej
myślimy o jakości słodzenia, o tym, czy da się ograniczyć cukier, a jednocześnie
nie stracić przyjemności jedzenia. Miód pasuje do tego trendu idealnie, ale tylko
wtedy, gdy używa się go świadomie. To nie jest zwykły zamiennik cukru, bo
niesie własny smak, zapach, wilgoć, naturalne związki bioaktywne i specyficzne
zachowanie w cieple. W deserach mlecznych i skrobiowych potrafi zagrać rolę
pierwszoplanową, podbić owocowość, pogłębić nuty karmelowe, zaokrąglić
smak kakao, a nawet subtelnie zmienić teksturę.
Powrót do dawnych deserów z miodem nie jest więc tylko sentymentalną
podróżą. To także rozmowa o technologii w kuchni domowej: o tym, kiedy
dodać miód, jak nim dosłodzić bez przesady, jak zachować aromat, jak
ograniczyć straty związane z wysoką temperaturą i jak sprawić, by budyń był
gładki, a kisiel sprężysty, ale nie gumowaty. W tym artykule spojrzymy na
klasyczne desery gotowane przez pryzmat miodu: jego smaku, właściwości i
praktyki kulinarnej, która łączy tradycję z nowoczesną dietetyką.
Jak miód wpływa na kisiele, budynie i puddingi
W deserach skrobiowych i mlecznych liczy się równowaga. Skrobia ma zgęścić,
mleko ma zbudować kremowość, a słodycz ma domknąć całość. Kiedy zamiast

cukru sięgamy po miód, zmieniają się trzy kluczowe obszary: słodycz i profil
smakowy, struktura i lepkość, a także sposób, w jaki deser zachowuje świeżość.
Słodycz miodu jest inna niż słodycz cukru. Cukier stołowy daje czysty,
przewidywalny efekt. Miód jest mieszaniną różnych cukrów, głównie prostych,
a do tego zawiera kwasy organiczne, związki aromatyczne, mikroelementy i całą
paletę nut zależnych od pochodzenia. W praktyce oznacza to, że miód nie tylko
słodzi, ale też doprawia. W kisielu z malin miód może podkreślić kwasowość i
wyciągnąć bardziej winną nutę owocu, w budyniu waniliowym może dodać tła
kwiatowego, a w puddingu kakaowym podbić głębię i dać wrażenie bardziej
deserowej, ciepłej słodyczy. Ta złożoność jest zaletą, ale wymaga uważności, bo
łatwo przykryć delikatny smak mleka lub owoców, jeśli wybierzemy bardzo
intensywny miód i użyjemy go zbyt dużo.
Drugi obszar to tekstura. Desery typu kisiel czy budyń opierają się na żelowaniu
i pęcznieniu skrobi. Skrobia, podgrzewana w wodzie lub mleku, tworzy sieć,
która zatrzymuje płyn. Do tego dochodzą białka mleka i tłuszcz, które budują
wrażenie gładkości. Miód wpływa na tę układankę na kilka sposobów. Po
pierwsze, jest higroskopijny, czyli ma naturalną zdolność wiązania wody. To
właśnie dlatego w wypiekach pomaga utrzymać wilgotność, a w kremach może
wspierać wrażenie kremowości. W deserach skrobiowych ta właściwość bywa
odczuwalna jako bardziej miękka, mniej sucha struktura, szczególnie w
puddingach i budyniach przechowywanych w lodówce.
Po drugie, miód wnosi do potrawy własną wilgoć. Nie jest suchym kryształem
jak cukier, tylko gęstym roztworem. Gdy w przepisie zamieniamy cukier na
miód, często okazuje się, że deser staje się odrobinę rzadszy, jeśli nie
skorygujemy ilości płynu albo nie damy mu czasu na pełne związanie. To nie
musi być wada, bo wiele osób lubi budyń bardziej kremowy, ale warto to
rozumieć: miód zmienia proporcje wody w całym układzie.
Po trzecie, miód potrafi wpływać na odczucie lepkości. Nawet bez skrobi sam
jest lepki, gładki i ciągnący. Gdy dodamy go do budyniu lub puddingu, może
wzmocnić wrażenie aksamitności. W kisielu owocowym może dać bardziej
otulającą teksturę, szczególnie jeśli używamy miodów delikatnych, które nie
dominują aromatem.
Trzecim obszarem jest trwałość mikrobiologiczna i świeżość. Sam miód ma
naturalnie niską aktywność wody i właściwości hamujące rozwój
mikroorganizmów. Jednak w deserach mlecznych i owocowych sytuacja jest

inna, bo dodajemy dużo wody, mleka i składników łatwo psujących się. Miód
nie zamieni budyniu w produkt trwały, ale może delikatnie wspierać świeżość
poprzez swoje właściwości, zwłaszcza jeśli deser jest dobrze schłodzony i
przechowywany higienicznie. Ważniejsze jest jednak to, że miód, dzięki
higroskopijności, może ograniczać wysychanie powierzchni i poprawiać
odczucie świeżości po kilku godzinach czy następnego dnia.
Najbardziej praktycznym aspektem jest to, jak miód zachowuje się w
temperaturze. Wysoka temperatura i długie gotowanie zmieniają skład miodu:
wrażliwe enzymy ulegają degradacji, a część związków aromatycznych może
się ulotnić. Jednocześnie powstają związki, które są markerami przegrzewania, a
smak może przesunąć się w stronę bardziej karmelową lub wręcz lekko
przypaloną. To dlatego w deserach gotowanych miód najlepiej traktować jak
składnik dodawany na końcu, kiedy masa jest już ugotowana i tylko wymaga
dosłodzenia oraz doprawienia. Takie podejście pozwala zachować więcej
aromatu i ograniczyć niepotrzebne straty.
Kisiele i puddingi owocowe z miodem: prostota z patelni
Kisiel jest jednym z tych deserów, które w polskiej kuchni domowej mają status
prostego cudu. Kilka składników, kilkanaście minut pracy, a efekt potrafi być
kojący jak koc i herbata. W wersji domowej kisiel jest też świetnym polem do
popisu dla miodu, bo owocowa kwasowość i naturalna słodycz miodu mogą
stworzyć bardzo harmonijną parę.
Podstawą dobrego kisielu jest smak owocu. Jeśli używamy świeżych owoców,
możemy je krótko podgotować, by puściły sok, a jeśli mrożonych, wystarczy je
rozmrozić w garnku z odrobiną wody. W klasycznych przepisach słodycz buduje
się cukrem dodanym do gotującego się soku, a następnie całość zagęszcza się
skrobią rozrobioną w zimnej wodzie. Przy miodzie warto zmienić kolejność
myślenia: najpierw budujemy owocową bazę i doprowadzamy ją do wrzenia,
potem dodajemy skrobię i gotujemy krótko, aż zniknie surowy posmak, a na
końcu, kiedy ogień jest już wyłączony i masa lekko opadnie z temperaturą,
dopiero wtedy dodajemy miód.
To ma kilka zalet. Po pierwsze, miód nie traci tak łatwo aromatu. Po drugie,
słodycz jest bardziej precyzyjna, bo możemy spróbować już gotowej struktury
kisielu i dostroić ją do kwasowości owocu. Po trzecie, unikamy sytuacji, w
której miód wchodzi w długie gotowanie i przesuwa smak w kierunku zbyt
karmelowym.

W kisielach z owoców o wysokiej kwasowości, jak porzeczki, wiśnie czy
żurawina, miód działa jak miękka przeciwwaga. Daje wrażenie zaokrąglenia
smaku i sprawia, że kwasowość nie kłuje, tylko przyjemnie orzeźwia. W
kisielach z owoców delikatnych, jak gruszki, brzoskwinie czy jabłka, miód
może natomiast wnieść głębię, której brakuje, gdy słodzimy wyłącznie cukrem.
Warto tu dobierać miód do owocu. Delikatne miody, jasne i kwiatowe, pasują do
owoców łagodnych i budują wrażenie świeżości. Miody bardziej wyraziste, o
nutach żywicznych czy ziołowych, dobrze łączą się z owocami ciemnymi,
śliwką, jeżyną, czarną porzeczką, gdzie potrzebna jest większa intensywność.
Kwestia zamiany cukru na miód w kisielu sprowadza się do dwóch zasad.
Pierwsza dotyczy słodyczy: miód ma inną percepcję słodyczy niż cukier, więc
nie zawsze trzeba go dawać tyle, ile dawało się cukru. Lepiej dosładzać
stopniowo, próbując, bo owoc sam wnosi cukry. Druga dotyczy płynu: ponieważ
miód wnosi wilgoć, kisiel może wyjść minimalnie rzadszy. Jeśli zależy nam na
bardzo zwartym kisielu, można albo minimalnie ograniczyć ilość wody w bazie
owocowej, albo odrobinę zwiększyć ilość skrobi. Najczęściej jednak wystarczy
dać kisielowi czas, bo po schłodzeniu wyraźnie tężeje.
Puddingi owocowe są bliskimi kuzynami kisielu, tylko częściej kojarzą się z
warstwowością i kremowością. Można je budować na bazie owocowego kisielu,
który staje się jedną z warstw, a drugą jest mleczny budyń albo jogurtowy krem.
Miód w takim deserze może pojawić się na kilka sposobów. Może być dodany
do kisielu, może dosłodzić warstwę mleczną, może też być użyty jako delikatna
polewa. Warto pamiętać, że miód w postaci polewy daje najsilniejszy efekt
aromatyczny, bo nie przechodzi przez gotowanie. To prosty trik, który często
przenosi deser poziom wyżej, nawet jeśli sama baza jest bardzo klasyczna.
Jest też wersja najbardziej tradycyjna, która zasługuje na powrót: kisiel z
owoców z dodatkiem miodu i przypraw korzennych. Cynamon, goździk,
odrobina imbiru albo skórka cytrynowa potrafią wydobyć z miodu nuty, których
na co dzień nie czujemy. Taki kisiel smakuje jak deser zimowy, nawet jeśli
powstaje z letnich mrożonek. W domach naszych babć podobne kombinacje nie
były niczym dziwnym, bo przyprawy korzenne traktowano jak element spiżarni,
a miód jak składnik, który potrafi nadać prostym potrawom odświętny charakter.
Budynie mleczne, jaglane, owsiane: comfort food w wersji miodowej
Budyń to deser, który kojarzy się z bezpieczeństwem. Jest gładki, ciepły, sycący,
a jednocześnie prosty. W budyniu miód potrafi zagrać wyjątkowo ciekawie, bo

ma idealne środowisko do budowania aromatu. Mleko jest neutralne, skrobia
tworzy miękką strukturę, a miód staje się przyprawą, która nadaje kierunek.
W budyniu klasycznym, na mleku krowim, najważniejsza jest technika. Dobrze
ugotowany budyń powinien być gładki, bez grudek, z wyczuwalną
kremowością, a nie z mącznym posmakiem. Klasycznie skrobię rozprowadza się
w zimnym mleku, resztę mleka podgrzewa, a potem łączy, mieszając
energicznie. Miód najlepiej wprowadzić dopiero wtedy, gdy budyń jest już
ugotowany i zdjęty z ognia. Jeśli dodamy go na etapie gotowania, część aromatu
ucieknie, a jednocześnie możemy uzyskać smak bardziej karmelowy, który nie
zawsze pasuje do wanilii czy delikatnych dodatków.
Miód w budyniu działa jak nośnik aromatu również dlatego, że łączy się z
tłuszczem i białkami mleka, dając wrażenie pełniejszego smaku. W praktyce
budyń dosłodzony miodem często wydaje się bogatszy, nawet jeśli użyliśmy
mniej słodzika niż w wersji cukrowej. To psychologiczny i sensoryczny efekt
złożoności: nie czujemy tylko słodyczy, czujemy też zapach i tło.
Wersje na napojach roślinnych otwierają jeszcze więcej możliwości. Napoje
owsiane, migdałowe czy sojowe mają własny profil smakowy i często są
naturalnie słodkawe. Miód w takim budyniu może pełnić funkcję doprawienia, a
nie głównego słodzika. W budyniu na napoju owsianym miód świetnie łączy się
z cynamonem i jabłkiem, tworząc smak bliski owsiance, ale w bardziej
deserowej formie. W budyniu na napoju migdałowym miód podkreśla
orzechową nutę i daje wrażenie elegancji, szczególnie gdy dodamy odrobinę
kakao lub skórki pomarańczowej.
Budyń jaglany to przykład tego, jak dawne składniki wracają w nowej formie.
Kasza jaglana gotowana na mleku lub napoju roślinnym, a potem blendowana
na gładko, tworzy pudding, który jest jednocześnie sycący i delikatny. Miód w
takim deserze działa jak miękki łącznik między zbożową nutą kaszy a
dodatkami. Z kaszą jaglaną dobrze łączą się miody o wyrazistszym charakterze,
bo sama kasza potrafi być intensywna. Jednocześnie warto pamiętać, że kasza
jaglana bywa lekko gorzka, jeśli nie jest dobrze wypłukana lub podprażona.
Miód nie powinien maskować tej goryczki, tylko ją wygładzić. Z pomocą
przychodzą dodatki: wanilia, cynamon, kakao, owoce suszone, mus jabłkowy.
Miód wprowadzony na końcu, po zblendowaniu i lekkim przestudzeniu,
zachowuje aromat i daje deserowi naturalny kierunek.

Pudding owsiany i budynie z płatków to kolejny powrót do prostoty. Gotowane
płatki owsiane, rozdrobnione lub pozostawione w lekko ziarnistej strukturze,
mogą stać się deserem, który smakuje jak śniadanie, ale jest podany jak coś
bardziej odświętnego. Miód w takim puddingu działa niemal jak sos, który spina
całość. Świetnie pasuje tu kakao, bo miód łagodzi jego gorycz i wydobywa
czekoladowe nuty. Warto jednak pamiętać o temperaturze. Jeśli pudding
owsiany jest bardzo gorący, a my dodamy miód od razu, aromat miodu będzie
mniej wyraźny. Lepszym rozwiązaniem jest dodać miód, kiedy masa jest ciepła,
ale nie wrząca, albo polać miodem porcję już w miseczce.
W domowej kuchni ważna jest też kwestia konsystencji po schłodzeniu.
Budynie i puddingi na skrobi czy zbożach gęstnieją w lodówce. Miód, dzięki
wiązaniu wody, może sprawić, że deser po kilku godzinach będzie mniej suchy i
bardziej kremowy. To jedna z tych zalet, które docenia się dopiero następnego
dnia. Warto wtedy dodać odrobinę mleka lub napoju roślinnego i krótko
wymieszać, a następnie polać miodem jako świeżym akcentem. Taki zabieg daje
wrażenie deseru przygotowanego na nowo, nawet jeśli jest to porcja zrobiona
dzień wcześniej.
Kuchnie świata: od puddingu chlebowego po bliskowschodnie mhalabiye
Miód w prostych, gotowanych deserach nie jest domeną jednej tradycji. W wielu
regionach świata, szczególnie tam, gdzie cukier długo był drogi lub mniej
dostępny, słodzenie miodem było naturalnym wyborem. Dlatego wędrówka po
kisielach, budyniach i puddingach prowadzi nas nie tylko do kuchni polskiej, ale
też do Europy, Bliskiego Wschodu i tradycji, które do dziś celebrują desery na
mleku i skrobi.
Pudding chlebowy to przykład kuchni oszczędnej, która potrafi być wybitnie
smaczna. Stary chleb, mleko, jajka i coś słodkiego. W wielu wersjach tym
czymś był miód. Miód w puddingu chlebowym pełni rolę szczególną, bo łączy
się z pieczonym smakiem chleba, tworząc nuty karmelowe, toffi i przypraw
korzennych, nawet jeśli żadnych przypraw nie dodamy. W wersjach
wzbogaconych, z rodzynkami, jabłkiem czy skórką cytrusową, miód staje się
spoiwem aromatycznym, które łączy pieczone i owocowe nuty. To deser, w
którym miód może być zarówno składnikiem masy, jak i polewą. Jeśli zależy
nam na aromacie, warto część miodu zachować do polania gotowego, lekko
przestudzonego puddingu.

W tradycjach europejskich znajdziemy też kaszę mannę na mleku, ryż na mleku,
różne formy budyniów, które w wielu domach słodzono tym, co było dostępne.
Miód w kaszy mannie potrafi dodać smaku, który jest bardziej złożony niż
cukier. Kasza manna jest neutralna, więc miód gra w niej bardzo wyraźnie. To
jeden z tych deserów, gdzie dobór rodzaju miodu ma największe znaczenie.
Delikatny miód daje deser subtelny, niemal kwiatowy, a miód intensywny
zamienia prostą kaszę w wyrazisty, niemal przyprawowy krem.
Bliski Wschód i okolice Morza Śródziemnego to kolejny obszar, gdzie desery
mleczne i skrobiowe mają długą tradycję. Mhalabiye, znane jako mleczny
pudding zagęszczany skrobią, często aromatyzowany wodą różaną lub
pomarańczową, bywa słodzony różnie, ale miód idealnie wpisuje się w jego
charakter. To deser, który jest delikatny, chłodzony, kremowy, a zarazem
elegancki. Miód w mhalabiye działa jak ciepła nuta w chłodnym deserze. W
połączeniu z orzechami i przyprawami, jak kardamon, tworzy profil smakowy,
który dla wielu osób jest zaskakująco znajomy, bo przypomina połączenia znane
z polskiej kuchni świątecznej: miód, orzechy, korzenie, mleko.
Warto zwrócić uwagę, że w wielu tradycjach miód nie był gotowany długo,
tylko dodawany na końcu lub używany jako polewa. Wynikało to zarówno z
praktyki, jak i z szacunku do składnika. Miód traktowano jako coś cennego i
aromatycznego. Długie gotowanie odbierało mu charakter, więc często
podkreślano go w formie świeżej. To jest lekcja, którą można przenieść do
współczesnej kuchni: miód najpiękniej pachnie wtedy, gdy jest dodany z
wyczuciem i nie przechodzi przez długie wrzenie.
Jak gotować, by zachować jak najwięcej z wartości miodu
Jeśli miód ma być nie tylko słodzikiem, ale też składnikiem o wartości
odżywczej i aromatycznej, kluczowe staje się pytanie o temperaturę i czas. Miód
zawiera związki wrażliwe na ciepło, w tym enzymy, a także komponenty
aromatyczne, które łatwo ulatniają się podczas gotowania. Podgrzewanie miodu
wpływa też na jego parametry jakościowe, co jest dobrze znane w kontekście
przechowywania i obróbki technologicznej.
W kuchni domowej najrozsądniejsza zasada brzmi: miód dodawaj wtedy, kiedy
potrawa jest już ugotowana, a miód ma tylko się rozpuścić i połączyć z masą. W
przypadku budyniów i puddingów oznacza to dodanie miodu po zdjęciu garnka
z ognia. W przypadku kisielu, po krótkim zagotowaniu skrobi i wyłączeniu
grzania. W praktyce wystarczy odczekać chwilę, tak by masa przestała

intensywnie bulgotać i by nie była w stanie utrzymać wrzenia. Miód rozpuści się
bez problemu w ciepłej masie, a my ograniczymy straty aromatu.
Drugą zasadą jest unikanie długiego gotowania miodu w deserze. Nawet jeśli
przepis kusi, by dodać miód od razu do mleka, warto się powstrzymać. Długi
czas na ogniu sprawi, że to, co w miodzie najciekawsze, stanie się mniej
wyczuwalne. Oczywiście, czasem ktoś chce uzyskać nuty karmelowe i wtedy
podgrzany miód może być zamierzonym efektem. Ale jeśli celem jest miodowy
aromat i możliwie łagodne obchodzenie się ze składnikiem, końcowe dodanie
jest najlepszym wyborem.
Trzecia zasada to traktowanie miodu jak doprawienia, a nie jak składnika
budującego strukturę. W deserach skrobiowych strukturę robi skrobia i białka,
nie miód. Miód ma dopełniać. To podejście pomaga też kontrolować słodycz.
Zamiast zaplanować pełną ilość miodu na początku, lepiej dodać część,
spróbować, a potem ewentualnie dołożyć. W budyniu i kisielu smak zmienia się
wraz z temperaturą. Na ciepło słodycz bywa mniej intensywna, na zimno
bardziej. Dlatego ostateczną decyzję o poziomie dosłodzenia warto podejmować
ostrożnie, szczególnie jeśli deser ma być jedzony na zimno.
Czwarta zasada to wykorzystanie miodu w dwóch krokach. Jeśli chcemy, by
deser był równomiernie słodki, dodajemy miód do masy po ugotowaniu. Jeśli
chcemy, by był też intensywnie miodowy w aromacie, zostawiamy łyżeczkę do
polania porcji już w miseczce, tuż przed podaniem. Ta prosta technika często
daje najlepszy efekt: deser jest zbalansowany, a jednocześnie pachnie miodem w
sposób wyraźny i świeży.
Piąta zasada dotyczy przechowywania. Budynie i puddingi to desery, które
spędzają czas w lodówce. Miód w masie deseru będzie pracował z wilgocią,
może więc wpływać na odczucie kremowości nawet po kilku godzinach. Jeśli
jednak chcemy zachować najbardziej wyrazisty aromat, warto część miodu
dodać dopiero na etapie podania. Dzięki temu deser po schłodzeniu nie będzie
tracił zapachu, a my nie będziemy musieli kompensować tego większą ilością
słodzika.
Zakończenie: miód jako pomost między tradycją a nowoczesną dietetyką
Kisiele, budynie i puddingi mają w sobie coś, co trudno podrobić. Są proste, ale
nie banalne. Są domowe, ale mogą być eleganckie. Są łagodne, a jednocześnie
potrafią być pełne charakteru, jeśli tylko dobierzemy odpowiednie dodatki.
Miód w tych deserach działa jak pomost. Z jednej strony przywołuje tradycję,

bo przez pokolenia był naturalnym słodzikiem i składnikiem spiżarni. Z drugiej
strony odpowiada współczesnym potrzebom: szukamy słodyczy, która nie jest
jednowymiarowa, chcemy smaków bardziej naturalnych, częściej myślimy o
jakości składników i o tym, jak je traktować.
Najważniejsze jest jednak to, że miód wymaga uważności. Nie warto traktować
go jak cukru, którego można wsypać w dowolnym momencie gotowania. Miód
ma swój aromat, swoje zachowanie w cieple i swoją delikatność. Gdy dodamy
go pod koniec, pozwolimy mu pozostać tym, czym jest naprawdę: nośnikiem
smaku, składnikiem budującym przyjemność jedzenia i elementem, który potrafi
podnieść prosty deser do rangi małej celebracji.
Powrót do dawnych, zapomnianych deserów nie musi oznaczać kopiowania
przepisów jeden do jednego. To może być świadome odświeżenie tego, co
znane: budyń na mleku z miodem i wanilią, kisiel z porzeczek dosłodzony
miodem dodanym na końcu, jaglany pudding z kakao i miodem, mhalabiye z
delikatną miodową nutą. Te desery nie wymagają wielkich nakładów pracy ani
kosztownych składników. Wymagają jedynie spokoju, chwili przy garnku i
decyzji, że słodycz może mieć smak, a tradycja może być nowoczesna, jeśli
podejdziemy do niej z wiedzą i wyczuciem.

Materiał dofinansowany ze środków UE w ramach Planu Strategicznego dla
Wspólnej Polityki Rolnej na lata 2023-2027
Materiał opracowany przez Stowarzyszenie Pszczelarzy Staropolskich
Instytucja Zarządzająca Planem Strategicznym dla Wspólnej Polityki Rolnej na
lata 2023-2027 – Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi